sobota, 21 maja 2016

Enemy. Jikook Fanfiction - Rozdział 9



Rozdział 9

 Obudził mnie dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili nie wiedziałem, co się dzieje, myślałem, że to w mojej głowie rozlegają się jeszcze odgłosy tego upiornego szpitalnego pikania, ale gdy podniosłem się, dźwięk nie ustawał.
  
  Już miałem otworzyć, kiedy uświadomiłem sobie, że dopiero co wstałem i muszę koszmarnie wyglądać. Wpadłem więc szybko do łazienki, opryskałem twarz strumieniem zimnej wody i przyczesałem włosy palcami. Na razie musi tyle wystarczyć.
  Podbiegłem do drzwi i otworzyłem je. Spodziewałem się ujrzeć listonosza, Namjoona, nie wiem, w każdym razie kogoś znajomego. Ale nie był to nikt znany przeze mnie. Na progu stało dwóch facetów z założonymi na piersiach rękami. Wyglądali co najmniej groźnie. Cofnąłem się trochę w głąb przedpokoju.
- Słucham? - Wydukałem pierwsze słowo, jakie przyszło mi do głowy, na co jeden z nich poszperał w kieszeni, wyjął stamtąd jakieś zdjęcie i wyciągnął rękę, tak, że znajdowało się teraz przed moim nosem. W półmroku nie rozpoznawałem osoby na nim, wiedziałem tylko, że to jakiś chłopak. A może jednak nie?
- Szukamy tego dzieciaka - wychrypiał jeden z mężczyzn. - Widzieliśmy go, jak właził w tą miejscówę. Jeśli go tu ukrywasz, masz go natychmiast wydać.
Że co? Nie wiedziałem, co robić. Byłem pewny, że widzę tą twarz po raz pierwszy.
  Usłyszałem, jak otwierają się drzwi w głębi korytarza i po chwili zza ściany wyłonił się mój zaspany ojciec w kapciach i szlafroku. Sytuacja zrobiła się rozpaczliwa. Tata przetarł oczy, popatrzył na mnie i na facetów i stanął odważnie naprzeciw nich.
- Przepraszam bardzo, czego panowie tu szukają i dlaczego moje dziecko stoi w drzwiach wystraszone?
  Jeden z nich zaśmiał się prostacko.
- Nie wiem, czemu. Może się nas boi. Panie, nie mam czasu na pogaduszki. Szukamy tego gówniarza. Widzieliśmy go tutaj. Masz go pan natychmiast wydać.
  Ojciec wyszarpnął zdjęcie z ręki mężczyzny i przyjrzał mu się uważnie. Ja też to zrobiłem. I nagle dotarło do mnie, że strach, który przeżyłem w szpitalu to dopiero początek. Na zdjęciu znajdowała się twarz Jungkooka.
- Nie znam tego chłopaka. Jimin, kojarzysz go?
  Moje serce zamarło. Miałbym wydać Kooka w ręce tych kolesi? Jeśli powiem, że go znam, będą chcieli więcej informacji o nim, znajdą go i może się się stać coś strasznego. Musiałem skłamać. Pokręciłem głową.
- Nie, nie kojarzę. Nigdy go nie widziałem.
- No, więc sprawa załatwiona. Panowie, musicie szukać dalej. Ale ostrzegam, że on może być już daleko. Ja bym zaczął poszukiwania za granicą. Zwykle ścigani starają się jak najszybciej uciec z kraju - tata uśmiechnął się uprzejmie i zamknął za opierającymi się facetami drzwi. Następnie zwrócił się do mnie:
- Dobrze zrobiłeś. Gdybyś się przyznał, byłoby już po twoim koledze.
- S-skąd wiesz, że skłamałem?  Zaśmiał się.
- Wierz mi, to widać. Na szczęście, oni nie wyglądali na rozgarniętych. Zrobić ci śniadanie?
Pokiwałem głową, mimo że nie miałem teraz ochoty na żadne jedzenie. Weszliśmy do kuchni. Postanowiłem zadać pytanie, które mnie nurtowało od kilku minut.
- Ty coś wiesz o nim?
- Nie. W życiu go nie widziałem. Po prostu zauważyłem po twojej minie, że go rozpoznałeś. Kto to jest?
- Mój... kolega ze szkoły.
- Mhm, kolega.
- Co znowu?! - Doprawdy, mój ojciec był czasami wkurzający.
- Nic, nic. Chcesz kawy?
- Może być.
Oklapłem na krzesło. Ta cała sytuacja była zarówno dziwna, jak i przerażająca. Co ten Jungkook nabroił, że szuka go dwóch napakowanych kolesi? I co będzie, jeśli oni znajdą go w szpitalu? O, nie!
  Natychmiast się poderwałem i już miałem wybiegać z domu, gdy ktoś złapał mnie za rękę.
- Gdzie ty się wybierasz? Przebrałbyś się najpierw. Usiądź spokojnie, pogadamy.
- Tato, puszczaj! Muszę...
- Uspokój się, nie znajdą go. Nie musisz go ostrzegać. Pewnie sam wie.
- Aish, ty jesteś jakimś detektywem, czy co?
- Nie, nie jestem. A tak, nawiasem mówiąc, chciałbym poznać rodziców tego... jak on się nazywa?
- Jungkook - odparłem zrezygnowany.
- No, Jungkooka. Znasz ich może?
- Kogo?
- Jego rodziców.
- Nie, nie wiem, czy on ich w ogóle ma.
- Dlaczego?
- Bo nikt go nie odwiedził w... ej!
- Mówisz, że on jest w szpitalu?
  Serio, ten facet mnie przeraża.
- Czego ty chcesz? - Spytałem.
- On mi wygląda na niezłe ziółko. Skoro jest w szpitalu i nikt się tym nie zainteresował, to znaczy, że nie ma żadnych opiekunów. Mówisz, że chodzi z tobą do szkoły, więc pewnie nie zarabiał. Ktoś łożył na jego utrzymanie cały czas... Mam! Jego rodzice wyprowadzili się gdzieś daleko, a niedawno zginęli, prawda?
Sherlock Holmes, normalnie. Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem.
- Powinno cię to interesować, skoro zamierzasz go prosić o rękę - powiedział z przyganą. - Według ciebie kto się nim zajmie, jak wyzdrowieje, co?
Westchnąłem.
- Nie wiem, czy on w ogóle wyzdrowieje. Nażarł się jakichś trutek, nie wiadomo, czy przeżyje!
Ojciec popatrzył na mnie ze smutkiem.
- Mogę dziś pójść z tobą do niego?
- A co ci to da?
- Ludzie przez sen kliniczny słyszą wiele. Niech się ze mną oswoi.
- Co?! - Wykrzyknąłem.
- Wygląda na to, że chwilowo pan Jungkook zamieszka u nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz