poniedziałek, 23 maja 2016

Enemy. Jikook Fanfiction - Rozdział 16 i ostatni



Rozdział 16

Jimin
  Śledziłem Jungkooka aż po sam dziwny, zniszczony budynek. Nie miałem pojęcia, po co on tam wszedł, ale po jego pewnym kroku domyśliłem się, że pewnie wiele razy bywał już w tym miejscu. Nie czułem więc potrzeby wchodzenia do środka, dopóki pod knajpką naprzeciwko rudery nie zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego dość silnie umięśniony, wysoki mężczyzna i luzackim krokiem podszedł do drzwi budynku, w którym przebywał Jungkook. Przed wejściem rozejrzał się szybko dookoła. Na szczęście byłem dobrze schowany. Nie zauważył mnie.
  Kiedy w końcu zamknął za sobą drzwi, poczułem niepokój. Co jeśli to jakiś wróg Jungkooka? Nasłuchiwałem w obawie. Kiedy po kilku minutach, nie działo się nic, odetchnąłem trochę. Nagle przyszło mi do głowy, że może mężczyzna popełnił ciche morderstwo, ale szybko zbyłem tę myśl. Przecież wyszedłby wtedy z budynku, prawda?
  Czekałem więc. Mijały minuty. I nagle, zupełnie niespodziewanie usłyszałem mrożący krew w żyłach krzyk. Od razu go rozpoznałem i bez namysłu wpadłem do środka rozsypującego się budynku. Wbiegłem do najbliższego pokoju, jednak nikogo tam nie było. Wbiegłem do następnego.
  Jungkook siedział skulony pod ścianą, podczas gdy mężczyzna zamachiwał się na niego z... nożem. Ten widok w pierwszej chwili pozbawił mnie tchu, jednak szybko przerażenie przemieniło się w falę gniewu, która dodała mi sił. Z zaskoczenia rzuciłem się na napastnika. Przewrócił się, nóż wypadł mu z ręki.
- Jimin, co ty tu... - usłyszałem głos Jungkooka.
- Ratuję cię głupku! - Odpowiedziałem. Chociaż może "ratuję" to zbyt duże słowo. Chyba lepsze byłoby w tej sytuacji "pomagam".
  Mężczyzna wił się pode mną, a ja nie miałem pojęcia, jak go unieszkodliwić. Przypomniałem sobie scenę w domu Kookiego. Jak mój tata to zrobił z tym kolesiem? Chyba jakoś tak...
  Uderzyłem przeciwnika w potylicę. Ale oprócz uszkodzenia mu nosa, chyba nic to nie dało. Powtórzyłem cios. Tym razem trochę znieruchomiał. Powoli podniosłem się z niego i kopnąłem go w klatkę piersiową. Potoczył się w drugą stronę z uśmiechem na twarzy. Zakaszlał.
  Poczułem, jak ktoś odpycha mnie od tego człowieka.
- Jimin, przytrzymaj go! - Usłyszałem.
  Zobaczyłem Jungkooka z jakimś sznurem w ręku i natychmiast zrozumiałem, o co mu chodzi. Może związanie kogoś to dziecinny sposób, ale w tej chwili wydał mi się dość dobry. Trzymałem mężczyznę, kopiąc go i uderzając, aż w końcu chyba faktycznie stracił przytomność. Jungkook już wtedy zdążył go owinąć sznurem.
****
  Wieczorem wciąż tuliłem Jungkooka do siebie. Kiedy wróciliśmy do domu poprosił mnie, bym nie opowiadał swoim rodzicom o tym zdarzeniu i były to pierwsze słowa, które wypowiedział od czasu akcji w "bazie". Później zamknął się w swoim pokoju. Przyszedłem tam dopiero kiedy usłyszałem głośny szloch.
  Jungkook siedział na łóżku rycząc w niebogłosy. Usiadłem obok niego i nieco siłą przysunąłem go do siebie. Po chwili sam oplótł mnie swoimi ramionami. Mimo to, wciąż płakał. Poklepywałem go po plecach i kołysałem jak małe dziecko, ciesząc się, że wreszcie mi zaufał. Siedzieliśmy tak kilka godzin.
  O dziesiątej wieczór byłem już wpół śpiący. Jungkook teraz leżał zwinięty na moich kolanach, wciąż pochlipując.
****
Obudziła mnie cisza. Otworzyłem oczy. Leżałem pod kocem, a obok mnie leżał Kookie. Popatrzyłem na niego z czułością, po czym spróbowałem się podnieść, żeby przenieść się do swojego pokoju, jednak nie doceniłem słabego snu chłopaka. Obudził się natychmiast.
- Jimin, idziesz sobie? - Zapytał zaspanym głosem.
- Wybacz, nie chciałem cię budzić.

  Skinął głową i również usiadł. Patrzyliśmy się na siebie w milczeniu.
- Dziękuję - odezwał się w końcu.
- Za co? Mówiłem, że będę cię chronił.
- Skąd ty się tam wziąłeś? Śledziłeś mnie?
- Można tak powiedzieć.
   Znowu zamilknął.
- Chyba faktycznie mnie kochasz.
- Tak, Jungkook. Kocham cię najbardziej na świecie.
- Wiesz co? Ja chyba też.
- Ty narcyzie - powiedziałem ze śmiechem.
- Chodziło mi o to, że ja... no wiesz... kocham ciebie.
  Znowu go przytuliłem. To uzależnienie.
- Wiem - odpowiedziałem - I mam do ciebie pytanie, na które kategorycznie masz mi odpowiedzieć.
- No dobrze. Pytaj.
- Nie będziesz się już więcej narażał na śmierć, obiecujesz?
  Nie odpowiedział.
- Obiecujesz?! - Powtórzyłem.
  Chłopak ścisnął mnie mocniej.
- Obiecuję - wyszeptał w moje ramię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz