czwartek, 19 maja 2016

Enemy. Jikook Fanfiction - Rozdział 4



Rozdział 4

- To wszystko? - Zapytałem Hye Rim, gdy wręczała mi przesyłkę.
- Tak. - Odpowiedziała i popatrzyła na mnie badawczo. - Czegoś się boisz?
  Faktycznie, męczyło mnie dziwne uczucie. Coś jakby strach, ale nie do końca. Miałem wrażenie, że to jakaś intuicja. No, ale co w końcu?! Przecież już wiele razy to robiłem i umiałem unikać niebezpieczeństwa.
- Nie, nie boję się.
- To dobrze. Przecież wiesz, że nie ma czego. Jakby co, to dzwoń.
  Skinąłem głową.
- Masz wszystko? To idź. Im wcześniej wyjdziesz, tym szybciej wrócisz.
- Tak...
  Popatrzyłem na nią jeszcze raz i wyszedłem. Za drzwiami wrzuciłem pakunek do torby. Miejsce dostarczenia znajdowało się kilka minut drogi od mojej szkoły, więc najpierw tam musiałem się udać.
   Szedłem spokojnym krokiem, zupełnie jak zwykły nastolatek, a nie jak dostawca nielegalnego towaru. Czułem się dumny ze swojej pracy. Nikt inny by się jej nie podjął...
W już trochę lepszym nastroju dotarłem pod szkołę i skręciłem w małą uliczkę. Była na tyle szeroka, żeby wjechał tam samochód, ale na tyle wąska, żeby mogła się wydawać schowana w cieniu. Ten dom powinien znajdować się gdzieś tutaj.
  Na szczęście nikogo nie było w okolicy. Uliczka rozszerzała się w miarę długości i jakieś sto metrów od wlotu była już na tyle szeroka, jak normalna droga, a po obu stronach stały mniejsze i większe budynki.
  Dziwny ucisk w moim sercu ponownie się pojawił i znowu stałem się spięty i zdenerwowany. Na tyle, że, gdy jakiś kot zamiauczał za moimi plecami, prawie podskoczyłem. A może ja mam jakąś chorobę kardiologiczną? Zbyt bardzo wszystko przeżywam.
  No, nieważne. Teraz się trzeba skupić. Patrzyłem na numery domów mieszkalnych. 88... 89... 92 powinno być gdzieś tutaj.  Ale nie było. Na 90 urywała się numeracja. Czyżby ahjumma pomyliła adresy? A może ta okolica jest jakaś... Zimny podmuch uderzył mnie w twarz. Zadrżałem. Takie rzeczy zdarzają się  chyba tylko w filmach. Mam nadzieję.
Moja wyobraźnia zaczęła pracować, gdy nagle zobaczyłem kilkanaście metrów dalej kolejny ciąg willi, z którego dochodziła jakaś dudniąca muzyka. Na nogach z waty podszedłem bliżej. Bingo! Jest 91 i... 92. To właśnie z tego domu tak huczało, a przed nim stało sporo samochodów. Chyba jakaś większa imprezka. Odetchnąłem kilka razy i podszedłem do drzwi wejściowych. Zadzwoniłem z nadzieją, że ktoś usłyszy i mi otworzy, uspokajając się przy tym bo to dziwne przeczucie po raz kolejny dawało o sobie znać. Spokojnie, Jungkook, nie w takich miejscach się bywało.
                              Jimin
Po przyjściu do domu zrzuciłem z siebie kurtkę, buty i torbę szkolną i udałem się do mojego pokoju. Musiałem spokojnie pomyśleć, bo w mojej głowie wciąż kłębiły się najróżniejsze wątki.
  
   Ale głównym z nich był oczywiście Jungkook. Doprawdy, poświęcam temu chłopakowi zbyt wiele uwagi. Powinienem skupić się na nauce, Namjoonie, poznawaniu się z nowymi ludźmi, powinienem powiedzieć Kookowi "Jak nie to nie" i zająć się innymi sprawami, wyrzucając go z pamięci, tak jakbym to zrobił jeszcze niedawno. 
  Ale jakimś dziwnym sposobem nie mogłem. Jego zachowanie nie dawało mi spokoju. Czułem, że on nie jest normalny. A może ma jakiś problem?
  W tym momencie poczułem coś dziwnego. Coś, czego nigdy wcześniej nie czułem. Mimo usilnych starań nie dawałem rady rozpoznać tej emocji. Ale to serio było bardzo dziwne. Coś jakby... chęć pomocy? Tak, to chyba to. Chciałem pomóc temu dzieciakowi. Żal mi go było...
Z głębszego zamyślenia wyrwał mnie dzwonek przychodzącego smsa. Spojrzałem niechętnie na telefon.
Od: Daeh
Park Jimin, jesteś idiotą
A temu o co znowu chodzi?
Do: Daeh
O co ci chodzi Dae????
OdDaeh
Obiecałeś że napiszesz. Wytrzymałem jeden dzień ale drugiego już nie. Chodź na kt.
DoDaeh
Czekaj
OdDaeh
Już. Natychmiast.
KAKAOTALKrozmowa użytkowników: Jamin90 i Daehdaeh z dnia 02.10, godzina 15:17
Jamin90:  No i czego? Co skaczesz Daesiu?
DaehdaehJa ci dam daesia!!! Obiecałeś mi dziadu że napiszesz!!! Czekam dzień. Czekam drugi. I nic k****
Jamin90:  Rzucasz się jak nie powiem kto. Zazdrość cię zżera Daesiu...?

Daehdaeh:  Daesia to se w dupę wsadź
Jamin90chętnie :D
Daehdaehnie o to mi chodzi zboczeńcu. I nie zżera mnie zazdrość. Nie jestem tobą.
Jamin90to o co ci chodzi?? Naskakujesz na mnie a potem się wykłócasz... kolejni psychopaci się ujawniają w moim otoczeniu...
DaehdaehKOLEJNI?!
Jamin90TAK
Daehdaeh: ale powiedz szczerze, poznałeś kogoś?
Jamin90Tak
Jamin90NIE
Daehdaehi wszystko jasne. Jak się nazywa?
Jamin90kto?
Daehdaehten koleś, co ci w głowie zawrócił. Powiedz mi, jak się nazywa bo muszę go znaleźć i ostrzec, że nie będzie miał z tobą łatwego życia...
Jamin90: nic ci nie powiem, Jung Daehyun!
Daehdaeha więc jednak!!! Jednak coś jest na rzeczy. Kekekekekekekeke
Jamin90p****** się
Daehdaehnie
Daehdaehspotkajmy się
Jamin90jesteś chory psycholu? Jak niby?! I co ty ode mnie wogóle chcesz?! Idź motyle łapać
Daehdaehjesteś za ciężki, motylku. Nie uniósłbym cię. Na szczęście mam twój adres. Przyjadę jutro o 4.00 wieczór a ty wybadaj czy są w okolicy jakieś fajne tereny na ognisko i biwak
Jamin90z kim ja żyję...
Daehdaeh: nie wiem z kim ale się dowiem
Jamin90ciebie do reszty po***ało? Biwaki w październiku!!! W środku Seulu!!! Jesteś k**** chory!!!!
Daehdaehnie klnij tak. I nie jestem chory. Tak czy inaczej przyjadę jutro o 16.00. Dziękuję, dobranoc.
Jamin90nie odchodź!!!!!!!! Jesteś skończonym dupkiem!!!!!
Daehdaeha ty pedałem.
    Rozmowa została zakończona.
                          Jungkook
Stałem na progu raz po raz wciskając dzwonek, ale nikt nie otwierał. Rozważyłem możliwość walenia i kopania w drzwi, jednak szybko ją odrzuciłem. Jeszcze mnie kto pozwie.
Ale jak niby inaczej miałem się tam dostać? Zadzwoniłem jeszcze raz, tym razem trzymając palec na dzwonku bez przerwy. Wreszcie usłyszałem jakieś pospieszne kroki i drzwi otworzyły się energicznie.
Za nimi stał napakowany facet w wieku około 30 lat. Popatrzył na mnie wrogo, a mi się zrobiło troszkę słabo. Nie mogłem wykrztusić słowa.
- A ty tu czego, gówniarzu? - Odezwał się mrukliwie. - Nie przypominam sobie, żebym cię zapraszał.
Przemogłem się w końcu i wyjąkałem:
- Ja... ja mam przesyłkę dla pana.
Jego postawa i mina natychmiast się zmieniły. Uśmiechnął się i popatrzył na mnie już bez gniewu, a nawet z cieniem ojcowskiej dobrotliwości.
- Ach, tak. Przepraszam cię, listonoszku. Wejdź do środka. Mam tu imprezkę na głowie, ale spokojnie, znajdę czas. Pogadamy, napijesz się. Wchodź, wchodź.
   Nie cierpiałem takich sytuacji. Zwykle kończyło się na tym, że musiałem się żywcem wykręcać od wdychania czegoś. Teraz starałbym się może jakoś wymigać, gdyby koleś łaskawie przyjął paczkę od razu. Ale nie przyjął, więc nie miałem wyjścia. Musiałem wejść za nim do wypełnionego pijanymi ludźmi domu.
   Zrobiłem to niechętnie, a on poprowadził mnie przez tańczący tłum. Poczułem nagle, że ktoś chwyta mnie lepkimi rękami za ramiona. Nie patrząc, kto to, wyszarpnąłem się i przyspieszyłem kroku. Nienawidziłem pijanych ludzi. Kojarzyli mi się z zombie. Na szczęście szybko się stamtąd wyrwałem, bo weszliśmy po schodach na górę, do jakiegoś pokoju, w którym akurat nie było nikogo. Gospodarz starannie zamknął drzwi i odwrócił się w moją stronę. Ale teraz jego pozycja była jakaś dziwna. Przyglądał mi się z jakimś dziwnym uśmieszkiem, od którego przewracało mi się w żołądku. Przełknąłem głośno ślinę.
- Ja... yy, no proszę. - Wcisnąłem mu w ręce pakunek i powiedziałem, ile ma zapłacić.
Mężczyzna wyciągnął pliczek banknotów, który po szybkim przeliczeniu przyjąłem i podszedłem do drzwi. Już miałem wychodzić, kiedy - ku mojemu utrapieniu - gościu się odezwał:
- Dokąd to, listonoszku? Nie zostaniesz na imprezce? Przynieść ci coś do picia? Szkoda, żeby taka ładna buźka się marnowała...
Gdybym nie był już zaniepokojony, te słowa na pewno by mnie wystraszyły. Ale, że byłem zaniepokojony, a nawet bardzo, to tylko spowodowały, że nabrałem jeszcze większej ochoty, żeby wybiec z tego domu pędem i wrócić już do bezpiecznej bazy.
- Nie, dziękuję. Nie chciałbym pana urazić, ale naprawdę się spieszę.
  Cień rozzłoszczenia przemknął przez oczy mężczyzny, ale na jego twarzy wciąż pozostał uśmiech. Wycofałem się z pokoju i, nie powstrzymując się już dłużej, zbiegłem po schodach i wypadłem ze znienawidzonego domu jak z procy. Przystanąłem dopiero przy wlocie uliczki.
  Co tu się właśnie odwaliło? Co ja właśnie odwaliłem? Uciekłem stamtąd, jakby mnie ktoś gonił, a przecież nic takiego się nie wydarzyło...
   Dobra, Jeon, ogarnij się.
  Szybkim krokiem wyszedłem z uliczki i skręciłem za róg szkoły. Tam nawiedziło mnie dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Otrząsnąłem się. Co się ze mną dzieje? Truchtem pobiegłem w stronę mojego domu.
  Nagle poczułem jakieś zimne łapska na twarzy i mocne uderzenie w tył głowy. Pociemniało mi w oczach. Przewróciłem się i straciłem przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz