Rozdział 3
Następnego dnia przyszedłem do szkoły cały zestresowany. Pomimo tego, że nigdzie nie napotykałem pytających lub dziwnych spojrzeń, czułem się, jakby wszyscy ukradkiem szeptali o mnie. Skuliłem się w sobie, przyspieszyłem kroku i wszedłem do klasy. Niestety, wszyscy już byli. Niektórzy odwrócili się, by zobaczyć, kto przyszedł, ale zaraz zajęli się swoimi sprawami. To z jednej strony przyniosło mi ulgę, ale z drugiej - było jakieś takie... zasmucające...?
Dupa! Miałoby mnie zasmucić, że banda dzieciaków nie zwraca na mnie uwagi?! Pff...
Wyprostowałem się dumnie i podszedłem do swojej ławki.
Tam o mało co nie umarłem. Z dwóch powodów. Po pierwsze: ktoś tam już siedział. A po drugie: tym kimś był nie kto inny, jak ten cholerny dzieciak - prześladowca z wczoraj. Rozpoznałem go od razu. Nikt inny nie miał takiej postawy napuszonego pijaczka jak on.
- A co ty tu robisz? - Zapytałem opryskliwie. Co to miało w ogóle znaczyć?! Przychodzi randomowy gościu do klasy i od razu siada na moim miejscu. Dobra, może nie na moim krześle, ale ta ławka cała była moja. - Wypad stąd!
- A co ty tu robisz? - Zapytałem opryskliwie. Co to miało w ogóle znaczyć?! Przychodzi randomowy gościu do klasy i od razu siada na moim miejscu. Dobra, może nie na moim krześle, ale ta ławka cała była moja. - Wypad stąd!
Popatrzył na mnie wielkimi oczami, co mnie jeszcze bardziej zirytowało. Jeśli przybierze teraz minę zbitego psa, to mu chyba urwę łeb na miejscu. Bo, powiedzmy to sobie szczerze: nie zamierzałem rezygnować z możliwości odbierania pod ławką wiadomości od ahjummy i robienia paru innych przydatnych rzeczy tylko dlatego, że ten skarżypyta siadł sobie tu, a nie gdzie indziej.
- No, na co czekasz? - Robiłem się mega zniecierpliwiony - Wynocha z mojej ławki!
- No, na co czekasz? - Robiłem się mega zniecierpliwiony - Wynocha z mojej ławki!
Ani drgnął. Kurwa, przecież nie zrobię z siebie idioty przy trzydziestu kilku osobach. Ale straciłem już cierpliwość.
- Słuchaj, no, cholerniku! Jeśli w ciągu pięciu sekund nie opuścisz mojej ławki, to napuszczę na ciebie Yoongiego i zobaczymy, jak sobie poradzisz! - Zagroziłem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mogą teraz paść krępujące pytania, kim jest Yoongi. Ale nie dbałem o to. Jeżeli ten koleś nie ruszy dupy, to się szybko tego dowie.
- Słuchaj, no, cholerniku! Jeśli w ciągu pięciu sekund nie opuścisz mojej ławki, to napuszczę na ciebie Yoongiego i zobaczymy, jak sobie poradzisz! - Zagroziłem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mogą teraz paść krępujące pytania, kim jest Yoongi. Ale nie dbałem o to. Jeżeli ten koleś nie ruszy dupy, to się szybko tego dowie.
Nagle usłyszałem za sobą jakieś kroki i poczułem, że ktoś mnie chwyta od tyłu za ręce. Szarpnąłem się i odwróciłem. No, jasne, Namjoon, obrońca klasowych sierotek.
- Jeon, uspokój się, ok? - Coś tam chrzanił pod nosem. - Rozumiem, że...
I w tym momencie miarka się we mnie przebrała. Nie rozumiem dlaczego, ale tak się stało.
- Nic, kurwa nie rozumiesz!!! - Wrzasnąłem. Wszyscy się odwrócili w moją stronę. - Żaden z was!!! Żaden z was nie rozumie!!! To jest moja pieprzona ławka!!! I żaden donosiciel nie będzie się tu rozsiadał!!! Nikt nie będzie wsadzał nosa w nie swoje sprawy!!! - W tym momencie straciłem nad sobą panowanie i już miałem zamiar rzucić się na tego nowego, ale Namjoon złapał mnie w pasie. Zacząłem się szarpać, kopać i tłuc rękami na wszystkie strony. - Odpieprz się ode mnie, do cholery!!! Słyszysz?! Odpieprz się, kurwa!!!
- Jeon, uspokój się, ok? - Coś tam chrzanił pod nosem. - Rozumiem, że...
I w tym momencie miarka się we mnie przebrała. Nie rozumiem dlaczego, ale tak się stało.
- Nic, kurwa nie rozumiesz!!! - Wrzasnąłem. Wszyscy się odwrócili w moją stronę. - Żaden z was!!! Żaden z was nie rozumie!!! To jest moja pieprzona ławka!!! I żaden donosiciel nie będzie się tu rozsiadał!!! Nikt nie będzie wsadzał nosa w nie swoje sprawy!!! - W tym momencie straciłem nad sobą panowanie i już miałem zamiar rzucić się na tego nowego, ale Namjoon złapał mnie w pasie. Zacząłem się szarpać, kopać i tłuc rękami na wszystkie strony. - Odpieprz się ode mnie, do cholery!!! Słyszysz?! Odpieprz się, kurwa!!!
Jimin
Patrzyłem się na miotającego się chłopaka z rozdziawioną gębą. Co tu się, do cholery, działo?!
Gdy wszedł do klasy, od razu domyśliłem się, kim jest. Nie widziałem go wczoraj, a jedyną osobą wczoraj nieobecną był Jungkook, więc szybciutko skojarzyłem fakty i już szykowałem się, co mu powiem. A było co mówić. Wyglądał na takiego delikatnego, kochanego człowieczka. W myślach już wyobrażałem sobie, jak będę go pocieszał, gdy dostanie złą ocenę i różne takie rzeczy, ale po krótkiej chwili... całkowicie mnie zatkało.
O, milutki, to on zdecydowanie nie był. Kolejny psychopata w klasie. Rzucał się o to, że tu usiadłem, ale za chińskiego boga nie wiedziałem, dlaczego. W czym mu to przeszkadzało? Zwłaszcza, że gdzie miałbym niby usiąść, skoro wszystkie inne ławki były zajęte?! W pewnej chwili chciałem stamtąd uciekać, bo wydawało mi się, że rzuci się na mnie, ale na szczęście Namjoon mnie uratował i złapał tego furiata. Wtedy Jungkook zaczął coś wrzeszczeć, o tym, że nikt go nie rozumie. No i chyba niestety miał rację, bo, nie wiem jak inni, ale ja go faktycznie nie rozumiałem. I, mimo, że nie było już wolnych miejsc, chciałem się przesiąść choćby na podłogę, byle jak najdalej od niego.
Niestety, w tym momencie zadzwonił dzwonek, a do klasy przyszedł nauczyciel i w pomieszczeniu zapadła cisza. Nawet Jungkook zamarł.
Nauczyciel zgromił oczami wszystkich.
- Co tu się wyrabia? - Spytał chłodnym tonem. - Kim Namjoon, proszę puścić kolegę. Jeon, zostaw to krzesło. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co tu się działo, ale proszę wszystkich o doprowadzenie się do porządku i wyjęcie podręczników do biologii. Bez protestów i natychmiast.
- Co tu się wyrabia? - Spytał chłodnym tonem. - Kim Namjoon, proszę puścić kolegę. Jeon, zostaw to krzesło. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co tu się działo, ale proszę wszystkich o doprowadzenie się do porządku i wyjęcie podręczników do biologii. Bez protestów i natychmiast.
Usiadł przy biurku z wielkim namaszczeniem. Wszyscy wyjęli z plecaków książki, jednak ja obserwowałem mojego zwariowanego sąsiada z ławki. Prychając raz po raz, jak rozgniewany byk, obrzucił mnie morderczym spojrzeniem, klapnął na krzesło obok mnie i zrobił to samo, co wszyscy inni.
On ma chyba jakiś problem ze sobą.
Odczekałem chwilę, aż prychający byk się uspokoi i nachyliłem się nad nim. Nie byłem przyzwyczajony do takiego traktowania. Musiałem się dowiedzieć, co ja mu zrobiłem.
- Wiesz, ja... - zacząłem, ale on zacisnął zęby, jakby się od czegoś powstrzymywał i odwarknął:
- Odwal się.
- Wiesz, ja... - zacząłem, ale on zacisnął zęby, jakby się od czegoś powstrzymywał i odwarknął:
- Odwal się.
Nie mogłem tego tak zostawić. Nachyliłem się znowu.
- Posłuchaj mnie, Kook...
- Posłuchaj mnie, Kook...
Tym razem odwrócił się na krześle i chwycił mnie za rękaw.
- To ty mnie posłuchaj, Jimin, czy jak ci tam. Wiesz zbyt wiele. Spróbuj tylko komukolwiek coś powiedzieć, a dostaniesz tak, że pożałujesz, że się urodziłeś. Jeszcze jedno słowo... - zagroził mi palcem i odwrócił się.
Siedziałem oniemiały, w głowie miałem kłąb myśli. On śmie mi grozić?! On?! To chuderlawe coś z twarzą dziecka?! No, nie... I co ja niby wiem?! Nic nie wiem. Ja chyba zaraz zwariuję! Losie, czemu mnie rzuciłeś na tak głęboką wodę bez jakiegokolwiek przygotowania?
Podjąłem ostateczną próbę porozumienia się z tym dziwakiem. Niestety znowu nietrafioną.
- Ja... - w tym momencie on wystrzelił ręką wysoko w powietrze.
- Proszę pana. Jimin ciągle mnie zaczepia i utrudnia skupienie się na lekcji...
- Ja... - w tym momencie on wystrzelił ręką wysoko w powietrze.
- Proszę pana. Jimin ciągle mnie zaczepia i utrudnia skupienie się na lekcji...
Nauczyciel podszedł do mnie i wbił we mnie spojrzenie bazyliszka.
- Park Jimin. Bardzo proszę przestać przeszkadzać koledze w pracy. Chyba, że chcesz dostać ocenę naganną. To moje ostatnie upomnienie. - Wysyczał, po czym odszedł stukając obcasami eleganckich butów w posadzkę. Zacisnąłem zęby i próbowałem w spokoju skupić się na lekcji.
- Park Jimin. Bardzo proszę przestać przeszkadzać koledze w pracy. Chyba, że chcesz dostać ocenę naganną. To moje ostatnie upomnienie. - Wysyczał, po czym odszedł stukając obcasami eleganckich butów w posadzkę. Zacisnąłem zęby i próbowałem w spokoju skupić się na lekcji.
Jungkook
Reszta dnia minęła mi spokojnie. Opanowałem się trochę i usiłowałem zapomnieć o tym, co mnie czeka po południu. Musiałem dziś przyjść do domu jakiegoś bogatego gościa i dostarczyć mu dwukilową paczkę. Pomimo, że lubiłem ryzykować, wzdrygnąłem się. Prawdopodobnie koleś tak samo, jak wszyscy inni będzie próbował mnie namówić, żebym zaciągnął się razem z nim a ja znowu będę się musiał wymawiać tym, że mi się śpieszy. Bo narkotyków nie brałem, nawet jeśli miałem z nimi tak bliski kontakt. Zbyt niebezpieczne. Lubiłem ryzyko, ale to była trochę innego rodzaju sprawa.
Lekcje skończyły się szybko i, podczas gdy inni szli gdzieś na miasto, do kawiarni, do kina, czy gdziekolwiek indziej, ja wróciłem do domu i przebrałem się. Nałożyłem ciemne dżinsy, koszulkę i bluzę. Chwilę zastanawiałem się, czy wziąć jeszcze maskę. Zdecydowałem, że tak. Zawsze może być potrzebna.
Gula stresu znowu pojawiła się w moim gardle, więc usiadłem i napiłem się chłodnej wody. Przypomniała mi się scena, którą odstawiłem dziś rano. Nie czułem żalu ani niczego podobnego. Wręcz przeciwnie. Byłem zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć. I, okazało się, że ten napuszony Jimin wcale nie jest taki odważny...
Jeju, czemu ja znowu o nim myślę?
Dopiłem wodę i wstałem, zerkając na zegarek. Już najwyższy czas iść.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz