środa, 18 maja 2016

Enemy. Jikook Fanfiction - Rozdział 1



Rozdział 1

   Jimin
   Był piękny, słoneczny poranek, idealny na spacer, jednak ja nie mogłem sobie na niego pozwolić. Musiałem zbierać się do wyjścia, bo było za dwadzieścia ósma, a ja rozpoczynałem dziś naukę w nowej szkole. Chociaż dzisiaj pasowałoby zrobić dobre pierwsze wrażenie.
   Pod koniec wakacji przeprowadziłem się z rodzicami prawie sto kilometrów od mojego starego miejsca zamieszkania, więc musiałem zmienić szkołę, mimo, że był to mój ostatni rok w liceum.
   Czy się stresowałem? W sumie to nie wiem. Miałem pewną traumę przed nowymi ludźmi, ale w gruncie rzeczy byłem raczej przyjacielsko nastawiony do ludzkości, więc wierzyłem, że jakoś uda mi się z nimi zakolegować. Miałem tylko nadzieję, że nikt nie będzie się naśmiewał z mojego niezbyt wybujałego wzrostu, tak jak się to zdarzało w poprzednim otoczeniu. Ale ogólnie byłem tam raczej lubiany, więc byłem dobrej myśli.
  Sprawdziłem po raz ostatni, czy wszystko spakowałem i wyszedłem starając się nie trzasnąć drzwiami, z uwagi na śpiących jeszcze rodziców. 
U nas w domu, odkąd skończyłem szkołę podstawową, system porannego wstawania był tak idiotycznie ustawiony, że ja wstawałem do szkoły jako pierwszy,   a dopiero godzinę później moi rodzice, którzy pracę zaczynali dopiero w południe. Musiałem więc sam robić sobie śniadanie. Nie żeby to był jakiś problem, ale chciałbym chociaż raz, tak jak większość normalnych ludzi, obudzić się i zastać na stole gotowe ciepłe śniadanko i kanapki do szkoły. Ale większość rzeczy w moim życiu była tak idiotycznie poukładana, że powinni napisać o mnie książkę. Bo zwykle bohaterami książek zostają ludzie z popieprzonym życiem. I, nie, wcale nie chodzi mi tu o moje kontakty ze społeczeństwem. Kiedyś wam o tym opowiem.
  Mimo, że słońce pięknie świeciło, było zimno. Zapiąłem kurtkę pod samą szyję i nałożyłem rękawiczki. Tak, był dopiero początek października, a ja już chodziłem w rękawiczkach. No, ale nie będę przecież katować moich rąsi! W imię czego niby?!
   Droga do szkoły była wręcz zaskakująco krótka. Rozejrzałem się po szkolnym dziedzińcu. Był wyłożony kostką brukową, ale nie czyniło go to jakoś nadzwyczajnie nadzwyczajnym. Ot, po prostu, zwykły szary dziedziniec. Zdziwiło mnie jednak to, że nie było na nim żywej duszy. Za dziesięć minut miały zacząć się lekcje, a byłem tu zupełnie sam. Czyżbym pomylił budynki? Miałem nadzieję, że nie. Wyobrażałem sobie, jak tam w szkole usprawiedliwiam się, że nie dotarłem na czas, bo przyszedłem przypadkiem do randomowego budynku z brukowanym dziedzińcem.
  Dochodziłem właśnie do drzwi wejściowych, gdy nagle, otworzyły się one z impetem, a wybiegający z nich chłopak o mało co na mnie nie wpadł. Zaskoczony tym nagłym zdarzeniem, wykręcając się w przedziwnej pozie, upadłem na tyłek, boleśnie uderzając ręką o podłoże. Obróciłem się za biegnącą postacią, z zamiarem wykrzyczenia mu w twarz, że najpierw powinien popatrzyć na moją gamę uroczych uśmiechów, a dopiero później mnie atakować, ale on już znikał za rogiem. Jedyne, co zdążyłem zauważyć, to to, że chłopak miał na twarzy maskę podciągniętą prawie pod same oczy, był wysoki, ubrany w szkolny mundurek i biegł dziwnym slalomem, jakby omijał niewidzialne przeszkody. Czyżby jakiś szkolny przestępca? Na pewno jakaś grubsza sprawa. Może powinienem go śledzić? Wyobraziłem sobie siebie ze złotą odznaką na piersi "Honorowa odznaka dla Parka Jimina za pomoc w złapaniu seryjnego mordercy" i aż się uśmiechnąłem. Ale nie, nie będę ryzykował. Jakby role się przypadkiem odwróciły i on dopadł mnie, to... hmm... byłoby raczej nieciekawie. Gapiłem się więc za nim jeszcze chwilę, po czym podniosłem się i, rozmasowując moją biedną, bolącą rękę i otrzepując spodnie z kurzu, wszedłem do szkoły.
  Tam szybko zapomniałem o tym incydencie, ponieważ zwyczajnie nie miałem pojęcia co dalej robić. Gdzie się skierować? Popatrzyłem na uczniów, którzy stali przy wejściu i gadali. Jeżeli nie zapytam kogoś, to nie znajdę swojej klasy. Włączyłem więc tryb uroczy uśmiech numer jeden i, powtarzając sobie w myślach "honorowa odznaka za dotarcie do klasy w nowej szkole" podszedłem do najbliżej stojących dziewczyn. Jedna z nich miała na głowie dwa ciemne kucyki i opaskę z kokardką, a druga, rozpuszczone włosy z tlenionymi na blond końcówkami i kolczyk w nosie. 
- Cześć, jestem... - zacząłem, jednak nie dane mi było dokończyć.
- Jezu, Junghyun, odpierdol się wreszcie ode mnie! - wrzasnęła na to dziewczyna z kolczykiem i obracając się gwałtownie, uderzyła mnie swoimi włosami. Odskoczyłem natychmiast o jakiś metr.
- O jeju, przepraszam cię, dzieciaczku. - Jej ton głosu zmienił się natychmiast na "słodkie" ciamkanie. - Pomyliłam cię z kimś...
Uśmiechnąłem się tylko, chociaż w środku mnie się zagotowało. Ja jej dam dzieciaczka! To znaczy nie o to chodzi..., nie zrozumcie mnie źle... Po prostu nie zdając sobie z tego sprawy uderzyła w mój czuły punkt. No, nie moja wina, że matka natura poskąpiła mi wzrostu, ale żeby aż dzieciaczek?!
Jak się zemścić? Hmmm...
Z chwilowego zamyślenia wyrwało mnie czyjeś łapsko, które zadało mi wybitne cierpienie, chwytając mnie z całej siły za moje biedne, poszkodowane ramię i ciągnąc gdzieś, za donicę z ogromną rośliną. Tam, właściciel łapska chwycił mnie brutalnie za kołnierz i przyparł równie brutalnie do ściany. Zobaczyłem wielkie oczy wpatrzone we mnie z chęcią mordu i do moich uszu dotarły słowa:
- Słuchaj... no... ty... gówniarzu...  - ... jeżeli... jeszcze... raz... będziesz... się... przystawiał... do... mojej... dziewczyny... to ci... kurwa... urwę... łeb... zrozumiałeś?!
  No, nie powiem, wystraszyłem się nieco, zwłaszcza, że jeszcze nikt nigdy nie potraktował mnie w ten sposób, zadając mi ból, przyduszając i strasząc praktycznie w jednej chwili.
Kiwnąłem więc głową z nadzieją, że po tym agresor wreszcie mnie puści, bo niestety moje płuca miały swoje granice. Jednak on miał gdzieś potrzeby moich płuc i zapytał mnie jeszcze raz:
- Zrozumiałeś?!!!
  Wierzcie mi, że nie przeklinam na co dzień, ale teraz po prostu straciłem cierpliwość i resztkami oddechu wyrzuciłem z siebie:
- Tak, kurwa, zrozumiałem!!!
  Chłopak wreszcie się ode mnie odczepił i gdzieś go wywiało, a ja upadłem na podłogę, dysząc ciężko i ocierając żywcem wyciśnięte z moich oczu łzy.
   "Odznaka za przeżycie napadu agresywnego agresora i nie uduszenie się".
  Odzyskując siły, usiadłem pod ścianą. Nie no, piękny początek. Nie minęło nawet pięć minut w nowej szkole, a ja już miałem do czynienia z seryjnym zabójcą, dziewczyną psychopatką i jej równie psychopatycznym chłopakiem. Aż się bałem, co będzie dalej. Gangi? Mafie? Narkotyki?
  A jeżeli ta trójka będzie chodzić do mojej klasy to się chyba potnę. Nożem w płynie.
  W tej chwili zadzwonił dzwonek. Bardzo chciałem się podnieść, jednak jakoś dziwnie nie miałem siły. Siedziałem więc pod ścianą i pewnie bym tak siedział, gdyby do szkoły nie wszedł jakiś chłopak. Prawdopodobnie w ogóle bym go nie zauważył, tak byłem pochłonięty własnymi myślami, gdyby on do mnie nie podszedł. 
- Hej - powiedział, a ja w tym momencie o mało nie zszedłem na zawał - hej, co ty tu tak siedzisz?
Popatrzyłem na niego. Pucołowate policzki, zmierzwione włosy, wysoki.
- Czy jesteś psychopatą? - Zapytałem go znużonym głosem. Wolałem się upewnić, zanim wejdę z nim 
w jakiekolwiek kontakty. Chłopak roześmiał się.
- Z tego, co mi wiadomo, to nie - odparł - a czemu pytasz?
- Nieważne. Możesz mi z łaski swojej powiedzieć, gdzie jest moja klasa?
- A w której jesteś? - chłopak miał miły uśmiech - nie kojarzę cię. A tak 
w ogóle, to jestem Namjoon. Kim Namjoon. - Podał mi rękę, a ja ją uścisnąłem. 
- Park Jimin. Jestem w trzeciej, chociaż może nie wyglądam. Ale wierz mi, że tam jestem. A przynajmniej - powinienem być.
- Więc jesteś tym nowym. Wiedz, że jesteś ze mną. 
- To super.
Chwilę milczeliśmy. Wstałem.
- A, czekaj, ty nie miałeś przyjść za miesiąc? - Zapytał.
- Wprowadziliśmy się wcześniej. 
I skąd ty to w ogóle wiesz? 
- Twoi rodzice byli u dyrektora i cię zapowiedzieli przed wakacjami.
   
Fantastycznie. A więc moi starzy załatwili mi sławę jeszcze zanim tu  przyszedłem. Westchnąłem. Nie pozostało mi nic innego, jak udać się za Namjoonem do klasy. Dręczyła mnie jednak pewna rzecz.
- Jest już po dzwonku. Jaka kara nas czeka, za spóźnienie się na lekcje? - Spytałem. Mam nadzieję, że nic cielesnego... Podobno w niektórych szkołach stosuje się chłostę. Ale to chyba w podstawówkach. Oby.
- Założę się, że żadna. - Odparł Kim - Jak znam życie, to nauczycielki jeszcze nie ma w klasie. Ona jest tak roztrzepana, że ledwo wie, gdzie pracuje, a co dopiero, na którą ma przyjść.
  Trudno uwierzyć, ale tak właśnie było. Kiedy weszliśmy do klasy, matematyczka jeszcze się nie pojawiła. Namjoon szybko zajął swoje miejsce obok jakichś chłopaków a ja stałem jak słupek rozglądając się po pomieszczeniu, w którym był szum, jak w pszczelim ulu. Wszyscy w najlepsze rozmawiali i zajmowali się sobą, a ja chyba po raz pierwszy w życiu nie wiedziałem, co zrobić. Na moje szczęście nauczycielka, która była chyba także naszą wychowawczynią, przyszła w odpowiednim momencie, uciszyła klasę i... chyba nawet mnie nie zauważyła, bo już miała zacząć prowadzić lekcję. 
- Yyy, prosz pani, a gdzie ja mam usiąść? - zapytałem w końcu. Chociaż zaraz zdałem sobie sprawę, że to głupie pytanie, bo w klasie była tylko jedna pusta ławka, czyli dwa wolne miejsca. 
- A kto ty jesteś? Jesteś Park? Park Jimin? - matematyczka popatrzyła na mnie rozbieganym wzrokiem, od którego przeszły mnie ciarki. Przytaknąłem.
- Klaso, to jest Jimin. Przyjmijcie go dobrze. Jest nowy. Park - zwróciła się znowu do mnie - usiądź sobie z... - tu nastąpiła krótka przerwa - yyy... Jeon Jungkook?!
- Nieobecny, proszę pani. - Odezwał się jakiś usłużny głos z przodu, a nauczycielka zanotowała coś w dzienniku.
- Yyy, no więc Jeon jest nieobecny. Usiądź sobie w tamtej pustej ławce. Miejsce od okna jest jego, okej?
Znowu przytaknąłem i podszedłem do tamtej ławki. Wyjąłem z torby książki, po czym klapnąłem na krzesło, jakbym był co najmniej staruszkiem nie mogącym ustać na nogach. 
W myślach przyznałem sobie "Odznakę za znalezienie swojego miejsca w klasie i przeżycie tłumu spojrzeń wgapionych we mnie".
  Już miałem zapisać temat lekcji, zastanawiając się, kim jest Jungkook 
i czy będzie dobrym materiałem na sąsiada z ławki,  gdy zauważyłem coś dziwnego. Otóż, pod kaloryfer pod oknem, żywcem upchnięta była czyjaś torba szkolna. I nie wyglądało to tak, jakby komuś spadła, tylko jakby ktoś na chama ją tam wcisnął. 
    Ehhh, chyba dziwne przypadki są patronem dzisiejszego dnia. I chyba moje życie zaczyna na serio być popieprzone. 
   Odwróciłem wzrok od torby, zapisałem temat i rozejrzałem się. 
W środkowym rzędzie, kilka ławek przede mną, siedział Namjoon z jakimiś chłopakami, a w pierwszej ławce od ściany - no, któżby inny - psychopatka ze swoją przyjaciółką. Dwie ławki za nimi jej chłopak. Muszę zapytać mamy, czy ma nóż w płynie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz