Ucieczka. Ciągła ucieczka. Przed sobą. Przed światem. Przed swoim własnym umysłem. Przed niczym.
Bycie introwertykiem nie jest proste. Podczas gdy inni mają jedną osobowość i są zawsze pewni swoich decyzji, ty musisz przedyskutować wszystko z milionami twoich własnych ja i kończy się to zwykle na tym, że robisz coś wbrew swojej woli, bo któraś z twoich osobowości cię do tego zmusza. A kiedy ty próbujesz jej odmówić, wychodzisz na głupka przed samym sobą. I z nikim nie możesz tego problemu rozwiązać. Nikt cię nie rozumie.
Introwertycy to psychopaci. Sami się za takich uważają. Ich mózg zastępuje im siedem miliardów ludzi, których mogą spotkać w swoim życiu i to w taki sposób, że ci prawdziwi ludzie są nudni i płascy, są jak tubka pasty do zębów, z której nie można wycisnąć już nic więcej. Monotonni jak pustynia.
Introwertycy nie mają dobrej opinii w dzisiejszym świecie. Są postrzegani jako egoiści, którzy nie widzą świata poza własnym nosem. I to jest prawda. Nie widzą. Ale nie dlatego, że nie chcą. Dlatego, że nie potrafią.
Ja chciałem uciec od tego. Chciałem poczuć wolność, poznać świat taki, jakim jest. Ale nie mogłem. Nie można uciec od siebie.
Dlatego stworzyłem sobie "przyjaciela". Miał mi służyć tylko do nauki przebywania z obcymi ludźmi. Był ze mną cały czas. Widział to, co ja, słyszał to, co ja, znał wszystkie moje myśli. Ale był kimś innym. Mogłem z nim telepatycznie rozmawiać kiedy tylko chciałem. Mieszkał gdzieś w mojej głowie, ale mimo to, nie był kolejnym mną.
Póki rozmawiałem z nim w myślach, było dobrze. Ale kiedy zaczęło mi się to wymykać spod kontroli, ludzie zaczęli uważać mnie za wariata. Mój młodszy brat stopniowo się ode mnie odizolowywał, co było dla mnie ciosem prosto w serce.
Jiho był jedynym człowiekiem w moim życiu, który nie był wyblakłą kartką papieru. Nie wiem, dlaczego. Ale widocznie nawet ktoś taki jak ja musi mieć chociaż jedną osobę, z którą się jako tako dogaduje. Dla mnie kimś takim był on. Z nim potrafiłem rozmawiać. Z nim chciałem rozmawiać.
Kiedy byliśmy dziećmi bawiliśmy się razem. Mieliśmy wspólne sekrety, szyfry, tajemnice... Uważano nas za rodzeństwo idealne. Oczywiście zdarzało nam się pokłócić, ale zwykle po kilku chwilach godziliśmy się, bo nudno było bawić się samemu. Nie wyobrażałem sobie życia bez niego.
Kilka lat później Jiho poszedł do gimnazjum. Zdobył nowych przyjaciół i nie przebywaliśmy razem tak często. Zrozumiałem wtedy, czemu tak bardzo go kochałem. Bez niego byłem sam. Sam z własnymi myślami, które w tym najtrudniejszym okresie życia, uważałem tylko za jakieś chwilowe nieogarnięcie mózgu. Dopiero wtedy, gdy to nie przemijało, a ja nie byłem już w stanie żyć bez siebie, dotarło do mnie, co to tak naprawdę jest. Poznałem znaczenie słowa "introwertyk". I potrzebowałem wtedy mojego brata bardziej niż kiedykolwiek. A on coraz bardziej się nudził w moim towarzystwie.
Wtedy zdarzyła się ta cała akcja z Taeho. Tak nazwałem mojego wymyślonego przyjaciela. Połączenie imion Taewoon i Jiho.
Taeho miał być tylko po to, by nauczyć mnie rozumienia innych ludzi. Teraz uważam to za śmieszne. Jak kolejna wersja mnie miałaby mnie nauczyć rozumienia innych?
Z Taeho rozmawiałem w myślach. Pytałem go, jak mu minął dzień, a on mi odpowiadał. Chciałem się tym zainteresować, ale nie wychodziło mi. Teraz również uważam to za śmieszne. To tak jakbym po raz któryś przerabiał swój własny dzień. Jak mogłoby mnie to ciekawić?
W końcu nasze rozmowy zaczęły bardziej przypominać kłótnie. Wykłócałem się z nim, czasem zdarzało mi się nawet na głos, jak się zapomniałem. Raz na lekcji krzyknąłem "spadaj, durny dziadu!", co zaowocowało uwagą do dziennika od nauczyciela. Ludzie, którzy i tak już uważali mnie za gbura i dziwaka, na mój widok wiercili sobie dziurę w głowie. A po kilku takich przypadkach stało się coś strasznego.
Był normalny, wolny od szkoły dzień. Zawołałem Jiho do mojego pokoju. Ale on nie przychodził. Poszedłem więc do niego. Siedział ze słuchawkami przed telewizorem. Wtedy uświadomiłem sobie, jak dawno go nie widziałem. Zwykle mijał mnie w biegu.
Na mój widok wyraźnie się zestresował. Najpierw nie rozumiałem, o co mu chodzi. Do dziś pamiętam tą rozmowę.
- Hej, Jiho. Co tam u ciebie? Dawno nie rozmawialiśmy...
- Wszystko w porządku.
- Na pewno? Czemu jesteś taki spięty?
- Nie jestem spięty. Ale muszę już iść, Taewoon...
- Dokąd? Przecież dzisiaj masz wolne.
- Ja... - zaciął się wtedy na chwilę. A potem wybuchnął:
- Idź sobie, Taewoon! Odczep się ode mnie!
- Ale dlaczego?
- Jesteś psychiczny! Nie wiem, co ty mi chcesz zrobić, odczep się ode mnie! Nie mam nic dla ciebie, rozumiesz?!
Tamtej nocy płakałem najmocniej w całym życiu. Zamknąłem się wtedy w pokoju i nie wpuszczałem nikogo. Nie jadłem i prawie nie spałem. Moje serce strasznie bolało. Dosłownie.
Kolejne kilka lat minęło mi burzliwie. Każdego dnia odganiałem od siebie niewidoczne postacie, ryczałem po nocach, uzależniłem się od internetu. Był dla mnie wybawieniem. Kiedy siedziałem na telefonie, nie myślałem. I czasem trwało to dopóty dopóki nie poczułem, że jak tylko zamknę oczy, to zasnę.
Jiho miał wkrótce zadebiutować ze swoim zespołem. Wyjechał do Seulu całkowicie odcinając się ode mnie, swojego powodu do wstydu. Dla mnie jednak wciąż był najukochańszym bratem, za którym tęskniłem jak za nikim innym...
13.08.2011
Po raz kolejny naciskałem replay do piosenki Block B "Freeze".
Block B to zespół mojego brata, a "Freeze" to ich debiutancki utwór. Słucham go bez przerwy od czterech miesięcy, za każdym razem wyjąc z bólu. Tak dawno nie widziałem Jiho. Tak dawno z nim nie rozmawiałem. Tak dawno już mnie porzucił.
- Jiwoon, nie nudzi ci się to już?
- Nie, Taewoon. Ale fryzura Jiho wygląda tu okropnie.
- Spieprzaj!
- Wypchaj się. Nie możesz mnie zniszczyć.
Zamachnąłem się. Jiwoon był moim nowym towarzyszem, który czasem doprowadzał mnie do szału.
Ale czekaj, Taewoon. Przecież Jiwoon to tak naprawdę odwzorowanie twojego mózgu. Czyli jego słowa to tak naprawdę twoje. Czy naprawdę nie podoba ci się fryzura Jiho? Podoba mi się! Przestań sobie wmawiać. Twoja podświadomość mówi, że nie. Spieprzaj, durny mózgu!
Złapałem się za głowę. Jak to zastopować?!
Może powinienem udać się do psychiatry? Niee, przecież już tyle razy to rozważałeś. Psychiatra nic nie pomoże. Przecież tego, że jesteś introwertykiem nie da się zmienić! No, fakt. Ale spróbuję. To ja tu rządzę!
Po południu umówiłem się na wizytę w najbliższym szpitalu psychiatrycznym, a następnego dnia udałem się na badania.
Trwały one krótko. Lekarz oznajmił mi, że jestem nie tylko introwertykiem, ale wykazuję także socjofobię i lżejszą odmianę schizofrenii.
Nie zaskoczyło mnie to. Od dawna czułem, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Te badania tylko to potwierdziły.
13.09.2011
Jiho wciąż nie dawał mi znaku życia. Podobno porozumiewał się z moimi rodzicami, ale do mnie nigdy nie napisał ani słowa.
Kilka dni po tych badaniach przestałem jeść. Po dwóch tygodniach byłem w stanie krytycznym, zdiagnozowano u mnie anemię. Zostałem podłączony do kilku kroplówek i leżałem po prostu na szpitalnym łóżku, nie mając sił do niczego. Jiho, Jiho, Jiho... Gdzie ty jesteś?
Miesiąc po badaniu lekarz zadzwonił do mnie, czemu nie przyszedłem na terapię. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Nie przyszedłem, bo nie wierzyłem, że to cokolwiek zmieni. Ale jak to?! Masz jutro stawić się w psychiatryku. Nie mogę, proszę pana. Jestem podłączony do szpitalnego łóżka, przepraszam, nie stawię się. Nie, nie wiem, czy później będę mógł. Nie wiem, czy będzie jakiekolwiek "później". Jak to nie wiesz?! Normalnie. A poza tym nie chcę pozbywać się Jiwoona. On się na to nie zgodzi. No, Jiwoona. Normalnego. Dobrze, pomyślę. Do widzenia.
Taewoon! Obudź się! Patrz, kto przyszedł! Kto przyszedł? Jiho! Jezus Maria, to on!!!
Nie wierzyłem własnym uszom. Natychmiast otworzyłem oczy i rzuciłem się na brata o mało co nie odłączając się od kroplówki. Był taki sam, jak go zapamiętałem. Tak samo delikatny. Mój mały, kochany braciszek.
- Jiho, co ty tu robisz?! Tyle czasu cię nie widziałem! Wreszcie do mnie wróciłeś!
- Nie wróciłem, Taewoon. Mama powiedziała mi o wszystkim. I zrozumiałem, że to ja jestem tym złym. Byłem osłem, Taewoon. Wybacz mi.
- Jiho!
Uratuj mnie. Skoro tu jesteś, uratuj mnie w końcu. Tyle czekałem. Możesz zdziałać więcej, niż cała armia lekarzy. Błagam, zabij Jiwoona. Zabij mój mózg.
- Za kilka godzin muszę wracać. Wieczorem muszę być z powrotem w dormie. Nie wiesz, ile błagałem managera, żeby mi pozwolił na chwilę się z tobą spotkać.
Nic nie musisz. Nic.
13.09.2016
Po raz kolejny ściskałem list od Jiho w ręce. Ten skrawek papieru miałem przy sobie od pięciu lat i teraz niewiele już z niego zostało. Zawczasu przepisałem go sobie na czystą kartkę, ale teraz znałem już jego treść na wyrywki, więc nie było mi to potrzebne.
Drogi Taewoonie.
Wybacz, że nie zostałem z Tobą dłużej, ale usnąłeś, a ja nie chciałem być nachalny. Dziękuję za wybaczenie błędów z dzieciństwa. Nie martw się o mnie, wrócę do Ciebie kiedy tylko będę mógł, a wtedy pomogę Ci we wszystkim. Wyleczymy Cię, pokażę Ci, jak piękny jest świat, chociaż Ty już pewnie podświadomie to wiesz. Bądź silny, pamiętaj, że to wszystko, co Cię dręczy, to tylko złudzenie. Wmawiasz to sobie. To nie jest żaden diabeł. To Ty. Twój umysł. Jeszcze raz bądź silny.
Na zawsze Twój,
Jiho
Jak dotąd byłem silny. Za każdym razem, kiedy przychodziło mi do głowy samobójstwo, myślałem o tym liście. Rozmawiałem z nim, jakbym rozmawiał z moim bratem. Tuliłem się do niego w nocy. Pomagał mi przetrwać najgorsze koszmary, które nawiedzały mnie nawet w biały dzień.
Aż w końcu, pewnego dnia usłyszałem dzwonek do drzwi wejściowych.
- Wróciłem!
Wrócił. On wrócił. Nie zapomniał o mnie.
- Taewoon!
Uściskał mnie jak nigdy wcześniej.
- Teraz już na zawsze będę z tobą. Zerwałem kontrakt z wytwórnią.
Co ty mówisz? A reszta Block B?
- Poradzą sobie beze mnie. Rozumieją...
13.09.2017
- Otwórz oczy, Taewoon.
- Co to takiego?
- Mój tort urodzinowy.
- No, tak. Jutro będziesz miał już dwadzieścia pięć lat.
- Daj mu spokój. On nie istnieje. Nie machaj tak tą ręką, bo cię rozboli. Popatrz lepiej, jaki ładny tort. Jak myślisz, jak smakuje?
- Dobrze. Smacznie.
- Z pewnością.
Nie zamykałem oczu. Nie chciałem więcej przegapić. Miałem już prawie trzydzieści lat. Najwyższy czas, żeby się obudzić. Teraz często czułem się tak, jakbym urodził się będąc już dwudziestosiedmiolatkiem.
- Jutro masz ostatnią terapię, Taewoon. Wróć przed wieczorem. Pojutrze będzie już trochę inaczej dla nas obu. Ja będę rok starszy, a ty będziesz mógł się określać jako osoba, która zakończyła leczenie, a nie osoba w jego trakcie. Jak się z tym czujesz?
Jak się z tym czuję? Normalnie. Wreszcie mogę powiedzieć, że czuję się normalnie. To dzięki tobie, braciszku. Tylko dzięki tobie. Otworzyłeś mi oczy. Odwróciłeś uwagę. Zniszczyłeś wszystkie złudzenia. Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj. Albo byłbym wypraną z emocji roślinką.
Czasem to przed czym uciekamy przesłania nam pole widzenia. Stajemy się ślepi na to, do czego dążymy. Dziękuję, za wyprowadzenie mnie ze ślepoty, Woo Jiho.