niedziela, 21 sierpnia 2016

Not Today, Not Tomorrow - Rozdział 3


Rozdział 3

26.01.2012
To już teraz! To już północ! Debiutancki mini album B.A.P właśnie poszedł w świat razem z ich pierwszym Music Video. Cały zespół był dumny ze swojej ciężkiej pracy i całych dni włożonych w stworzenie tego albumu. Pomimo zmęczenia byli tak szczęśliwi, że nawzajem rzucali się sobie w ramiona. 
- To nie koniec, chłopaki - odezwał się surowo manager, widzieli jednak cień uśmiechu przemykający po jego twarzy. - Wiecie chyba, że to dopiero początek ciężkiej pracy? Jeżeli ludziom spodoba się ten album, będziecie musieli włożyć jeszcze więcej w wykonanie następnego. 
- Wiemy, hyung - przytaknęli zgodnie.

Not Today, Not Tomorrow - Rozdział 2


Rozdział 2

05.12.2076
Himchan jak zwykle odwiedził go w porze śniadania. Jak zwykle zjedli razem, przeglądając poranne gazety. Jak zwykle przegadali prawie cały poranek.
- Nie spodziewałem się tego.
- Czego, Himchan?
- Tego, jak długo pożyjemy.
- Powtarzasz to codziennie.
- Bo wciąż nie mogę w to uwierzyć.
- Byłeś wczoraj u Daehyuka? Znaczy, Daehyuna. 
- Nie, dzisiaj chciałem pójść.
- Jak dam radę, to wybiorę się z tobą.
- Dobrze.
- A właściwie, czemu by nie pójść teraz?
- Teraz?
- Tak, Yongguk.
- Hm, dobrze. Ale pomóż mi się zebrać.
Opiekunka, która była niby zatrudniona nie przychodziła już trzeci tydzień, co skutkowało tym, że Yongguk nie miał nikogo, kto by mu pomógł w codziennych czynnościach takich jak ubieranie, czy mycie się, a często nawet zrobienie sobie jedzenia. Czasem aż głupio było mu prosić o to Himchana, który chcąc, nie chcąc, też był już w podeszłym wieku i sam nie zawsze dawał sobie radę. Gdzie się podziała ich dawna dobra forma?
Po dziesięciu minutach wkładania marynarki, płaszcza oraz butów, dwaj starsi panowie wreszcie mogli wyjść na zewnątrz. Skierowali się, jak zwykle, w kierunku cmentarza, na którym pochowani byli ich dwaj przyjaciele z młodości - Jung Daehyun oraz Moon Jongup. Daehyun nie żył już od dawna. Zmarł prawie trzydzieści lat temu w katastrofie kolejowej. Yonggukowi udało się wtedy zorganizować pogrzeb, na który ściągnął wszystkich byłych członków B.A.P oprócz Junhonga. Ten nie przybył z "powodów rodzinnych". Yonggukowi do tej pory było przykro z tego powodu.
Jongup zmarł natomiast z przyczyn naturalnych stosunkowo niedawno - jakiś rok temu.
Yongguk i Himchan odwiedzali kilka razy w tygodniu oba groby. Czasem spędzali nad nimi długie godziny patrząc się po prostu w przestrzeń i rozmyślając nad wspólnymi chwilami. Cisza panująca na cmentarzu była przyjemniejsza niż cisza samotności w domu. Na cmentarzu siedzieli we czwórkę. W domu, nie licząc poranków, Yongguk był sam.
- O czym myślisz? - Spytał Himchana, który siedział zgarbiony z zamkniętymi oczami.
- Nie wiem tak naprawdę. Po prostu odpłynąłem.
Yongguk skinął głową.
- Jak myślisz, kto będzie nas odwiedzał, gdy umrzemy?
- Czemu przyszedł mi na myśl Ze... Junhong?
- Nie mam pojęcia. Nie sądzę zresztą, żeby go to obchodziło - powiedział, a gdy zdał sobie sprawę z prawdziwości tych słów, poczuł dotkliwy ból w sercu raczej nijak nie związany z przeżytym kiedyś zawałem.
Prawda była taka, że tęsknił za Junhongiem. Nie widzieli się od rozpadu B.A.P jakieś czterdzieści lat temu. Nawet nie wiedział, czy jego były przyjaciel jeszcze żyje, gdzie mieszka, co robi. Himchan nie przywiązywał do tego jakiejś wielkiej wagi, ale dla niego, Yongguka, było to bardzo przykre i bolesne. Junhong był w młodości jedną z najbliższych mu osób. Martwił się czasem o niego, jak o własne dziecko. I nie miał pojęcia, czemu ten już nigdy więcej nie chciał się z nim zobaczyć. Yongguk pewnie niedługo umrze. Czy Junhong będzie wtedy jeszcze żył? Czy jakimś cudem przyjdzie na pogrzeb? Ha. Nie wiadomo.


Not Today, Not Tomorrow - Rozdział 1


Rozdział 1

04.12.2011
''noboda neoreul saranghae
noboda neoreul saenggakhae
amudo mollododune
neo hana neoman isseumyeon sara''*
Nareszcie koniec - pomyślał. Pisanie tej piosenki zaczynało go już męczyć. Chciał ją skończyć szybko, zanim opuści go wena, ale praca przedłużyła się i nie miał czasu na myślenie o niej, przez co końcówka szła mu już zdecydowanie bardziej mozolnie niż początek.
To była ostatnia planowana piosenka z albumu. Do reszty z nich miał dużo mniejszy wkład, bo oprócz kilku napisanych zwrotek nijak się do ich tworzenia nie przyczynił. Natomiast tą napisał całą i, mimo zmęczenia tym spowodowanego, podobała mu się. Był z niej dumny, jak z własnego dziecka.
Po powrocie do dormu od razu poszedł spać. Jutro przecież trzeba będzie wcześnie wstać, bo czekał ich cały dzień kręcenia klipu. Wieść o planowanym debiucie rozniosła się szybko i ludzie spodziewali się czegoś nowego. Taka też była koncepcja. Plan teledysku do Warrior spodobał się jemu i pozostałym członkom zespołu na tyle, że do kręcenia przygotowywali się z niecierpliwością. Wiedzieli, że to będzie coś wspaniałego.
🎶
- Yongguk.
- Zelo.
Obydwoje się roześmiali. Lubili rozmawiać ze sobą przed snem.
- Chciałbym już zadebiutować.
- Ja też, ale z drugiej strony... oczekiwanie jest zwykle najlepsze - obrócił się na bok, twarzą do Junhonga. Ten z kolei rozłożył się na łóżku, podkładając ręce pod głowę i spoglądając rozmarzonym wzrokiem w sufit.
- Wiesz co, Yongguk? Chciałbym, żeby ta piosenka była taka dobra, że gdy będziemy już starymi dziadami bez zębów, wciąż będziemy pamiętać jej tekst i układ.
- Za daleko wybiegasz w przyszłość. Nie dożyjemy starości. W wieku pięćdziesięciu lat umrzemy z wycieńczenia... A w każdym razie ty na pewno.
- Nieprawda! - Rzucił w niego najbliżej leżącą poduszką, znowu się śmiejąc. - Ja nie. Ty jesteś starszy i umrzesz wcześniej.
- Cudne tematy na rozmowę przed snem - usłyszeli głos dobiegający od strony drzwi. Obydwoje zwrócili głowy w tamtym kierunku. W drzwiach stał Himchan i przypatrywał im się jednocześnie rozbawionym i kpiącym spojrzeniem.
- Channie hyung, a ty jak myślisz, kiedy umrzesz? - Junhong chciał zaspokoić swoją ciekawość.
- Już umieram. Przyszedłem się położyć, ale jak słyszę wasze pogaduszki, to mam ochotę wynieść się dzisiaj do Jongupa.
- Nie, proszę, hyung, nie rób tego. Będę grzeczny! - Zelo doskonale wiedział, że wszyscy hyungowie w zespole mają słabość na punkcie jego aegyo, więc używał go za każdym razem, gdy tylko czegoś chciał. Z niezmiennym zresztą skutkiem.
- Junhong... Jak ty to robisz, że...
- Nic już nie mów, hyung. Idź spać, a my tu sobie z Yongguczkiem jeszcze cichutko pogadamy na różne tematy - przerwał mu najmłodszy z chichotem.
- To ja wychodzę.
- Nie, to nie będziemy gadać. No chyba, że tak cichutko, cichutko.
Himchan pewnie powykłócałby się jeszcze z Zelo, ale nie miał już na to siły. W tej chwili marzył jedynie o ciepłym, przyjemnym łóżku.
- Ech, ty mały... Ty duży dziadku!
- Czemu "dziadku"?
- Bo już ci się do grobu zbiera. Dobranoc - mówiąc to, wskoczył pod kołdrę.
- Dobranoc, hyung!
Junhong zanim zadał Yonggukowi kolejne nurtujące go pytanie, poczekał aż w pokoju rozlegnie się chrapanie Himchana.
- Gukkie hyung, a czy to prawda, że na emeryturze będziemy pławić się w luksusie?
- A co cię tak wzięło? Chłopie, ty nawet jeszcze pełnoletni nie jesteś, a już o starości myślisz?
- Przezorny zawsze ubezpieczony - odfuknął młodszy. - Jak nie chcesz ze mną gadać, to chyba wezmę przykład z Himchana i też pójdę spać.
- Dobranoc, Junhong.
Junhong nie odpowiedział.
______________________________________
* cytat z piosenki B.A.P "Secret Love"


Not Today, Not Tomorrow - Prolog 3/3


Prolog 3/3

Teraz już żyję,
OddychamWraz
Z pierwszym moim oddechem
Odwróciłeś wielką klepsydrę życia
W której piasek już powoli
Się przesypuje.
Ale pamięć przetrwa.
Pamięć przetrwa.

Not Today, Not Tomorrow - Prolog 2/3


Prolog 2/3

Jestem,
Ale mnie nie ma.
Żyję,
Ale nie żyję.
Miasto jest głośne,
Ale ciche.
Deszczowy dzień.
Duchy wspomnień,
Jak żywe postacieprzemierzają ulice.
Czerwono - niebieski sygnał
Przerywa codzienność.

Not Today, Not Tomorrow - Prolog 1/3


Opis:
Tytuł: Not Today, Not Tomorrow...
  Bohaterowie Główni: Bang Yongguk, Choi Junhong
  Gatunek: AU, Gen (Historia bez wątku miłosnego)
  Opis: Rok 2076. Bang Yongguk - osiemdziesięciosześciolatek - wspomina czasy swojej młodości, próbując odnaleźć dawnego przyjaciela - Choi Junhong'a. Czy mu się to uda? Co jest rzeczywistością, a co wspomnieniem?

Prolog 1/3

Boże,
Czemu zesłałeś mnie na ten świat pełen koszmarów?
Czemu skazałeś mnie na życie wśród
Milionów wrogów?
Czym zawiniłem,
Że muszę prowadzić ten żywot
Pełen trosk i problemów?
Mój czas się kończy,
Ale pamięć przetrwa.

poniedziałek, 23 maja 2016

#Silence - Rozdział 1



Tytuł: #Silence Gatunek: AU, Adventure, Gen (Historia bez wątku miłosnego) Bohater Główny: Kim Myungsoo Bohaterowie Pierwszoplanowi: Kim Himchan, Kim Sungkyu, Jang Hyunseung Uwagi: W opowiadaniu Hyunseung jest jeszcze członkiem Beast. Opis: Co się dzieje, gdy popularny ulzzang z Korei Południowej postanawia rzucić wszystko i wyjechać za granicę? Kim Myungsoo właśnie na coś takiego się decyduje. Jednak jego podróż okaże się bardziej niezwykła, niż się tego spodziewa. Na swojej drodze spotyka tajemniczego Sungkyu, niesamowitego Himchan'a i... co jeszcze?

Rozdział 1

  Czy ci ludzie nie mogą przestać tak błyskać? Czuję się jak u okulisty na badaniach przez te flesze. Muszę mrużyć moje biedne oczy, chociaż wiem, że przez to większość właśnie zrobionych mi zdjęć będzie dostępna w Google Grafice pod tagiem "Kim Myungsoo derp face". Ale, mimo to, dzielnie się uśmiecham i staram chodzić z właściwą mi gracją. Czy jestem sławny? - zapytacie. Cóż, można tak powiedzieć.
Nazywam się, jak już wcześniej powiedziałem, Kim Myungsoo i jestem jedną z najpiękniejszych osób w Korei Południowej. A przynajmniej za taką uchodzę, przez co moja popularność rośnie z dnia na dzień i czasami jest porównywalna do sławy idoli k-pop'u. Z tego powodu jestem często zapraszany na różne gale i ważne uroczystości jako ich ozdoba.
Tak, właśnie takie życie mi odpowiada. Wreszcie spełniłem jedno ze swoich marzeń, jestem znany. I pomimo wielu przeszkód i ciężkiej pracy, dotarłem tu gdzie jestem, czyli ani za wysoko (duża odpowiedzialność szkodzi!), ani nie za nisko, czyli właśnie tam, gdzie najbardziej mi odpowiada. Należy zachować umiar we wszystkim, pamiętajcie.
Ładny byłem już od urodzenia. W przeciwieństwie do innych dzieci na porodówce, nie wyglądałem jak nastroszony nerwus. Kiedy poszedłem do szkoły, często śmiano się ze mnie, że nie wyglądam męsko, ale ja przejmowałem się tym tylko na początku, później już do tego przywykłem i wszystkie obelgi spływały po mnie jak po kaczce, bo moi rodzice zapewniali, że kochają mnie takiego, jakim jestem. A zdanie rodziców było najważniejsze.
Gdy nieco podrosłem, zrozumiałem, że moja uroda to atut. Zapuściłem włosy do ramion. Do dziś pamiętam, jak nowy chłopak w mojej klasie wręczył mi kwiatek z pytaniem, czy może ze mną siedzieć w ławce, bo myślał, że jestem dziewczyną. Byliśmy wtedy na piątym roku, a jemu oczywiście dostało się po uszach od nauczycielki za "szerzenie homoseksualizmu". Od tamtej pory nie odzywał się do mnie. Ja natomiast wróciłem do domu z kwiatkiem we włosach. No, bo co w końcu. Ładny był.
Dwa lata później zdecydowana większość mojego szczytniego futra wylądowała we fryzjerskim koszu na śmieci. Tak jak większość nastolatków zacząłem przechodzić wtedy tak zwany "trudny okres zmian". I, jako że zmieniłem wtedy szkołę, uniknąłem na szczęście łatki "chłopca - dziewczynki".
Miałem wtedy kilku kumpli, ale później nasze drogi się rozeszły. Spotykam się teraz z tylko jednym z nich. Prawdę mówiąc, Lee Sungyeol jest aktualnie chyba jedynym moim przyjacielem. Pracuje w barze, ale z moją pyskatością nie dorastam mu do pięt. Chyba gdyby nie był taki bezczelny, nie zdołałby długo utrzymać się w jakiejkolwiek pracy. Ale oczywiście ma też zalety, które czasem są tak przesadzone, że aż się niedobrze robi. Przykładowo: jest pracusiem i pedantem. A to chyba najgorsze połączenie świata. Ale mimo wszystko, lubię go i ufam mu w większości spraw. Pomógł mi niezmiernie w mojej drodze do sławy, chociaż on sam nie traktuje tego jakoś nadzwyczajnie. Uważa, że tak po prostu robią przyjaciele i chyba ma rację.
Pomachałem z uśmiechem w stronę fotografów. Wiem, że już jutro zdjęcia z tej gali będą krążyć po internecie. Siadam na specjalnie zarezerwowanym siedzeniu w pierwszym rzędzie obok mojego managera. Jestem w swoim żywiole.
××××
Uroczystość minęła bez żadnych niespodzianek. Gdy po wszystkim wsiadałem do samochodu, żadne sasaengi na mnie nie napadły i zostałem pożegnany tylko kolejnymi błyskami fleszy. Normalka.
Byłem jednak dość zmęczony, a za kilka godzin miałem mieć kilka sesji. Manager pozwolił mi się zdrzemnąć w samochodzie, więc skorzystałem z propozycji, bo wiedziałem, że mój sen nie potrwa długo.
Śniły mi się jakieś bzdury. Na przykład, że ci wszyscy fotografowie mieli twarz szczerzącego się Sungyeola. Po chwili zaczęli mnie obłazić z nachalnością zombie. Nie miałem gdzie uciekać, więc skuliłem się, ale oni wciąż klepali mnie boleśnie po głowie i rękach. Krzyczałem i krzyczałem, jednak nikt nie przychodził z pomocą.
- Myungsoo, obudź się! - Zombie mówiły chórem głosami pozbawionymi żadnych emocji.
- Myungsoo! Śpisz już pięć godzin!
Otworzyłem oczy. Manager okładał mnie po głowie poduszką, co powodowało ból z tyłu mojej czaszki.
- Proszę przestać - wymamrotałem, ale chyba nie dosłyszał.
- Hyuuuung!! To boli!
Na te słowa nareszcie przestał. Odchyliłem głowę do tyłu. Nie pamiętałem, żebym przenosił się do łóżka.
- Nareszcie się obudziłeś! Wstawaj szybko, masz dzisiaj zdjęcia. Spałeś od ponad pięciu godzin! - Dodał z wyrzutem, po czym wyszedł z pokoju.
Przetarłem oczy i przeciągnąłem się. O mało co nie zaspałbym. Może kiedyś pięć godzin snu to byłoby dla mnie mało, ale teraz - wręcz przeciwnie. W każdym razie, dziesiąta rano to chyba dobry czas, żeby wstać. Nawet jeśli się poszło spać o piątej.
Otworzyłem szeroko okno i wziąłem kilka głębokich wdechów. Na ulicy było cicho, wiał przyjemny wiatr. Wyszedłem na balkon z moim telefonem i zrobiłem sobie zdjęcie, po czym wrzuciłem je na Instagrama. Dodałem podpis "#Silence #Cisza #Spokój Dzień dobry! Miłego dnia ^^", po czym zamknąłem za sobą drzwi balkonowe i odłożyłem telefon na szafkę. Po przebraniu się sprawdziłem komentarze.
"Dzień dobry :*"
"Myungsoo, kochamy cię! (/^▽^)/"
"Pozdrowienia z Japonii! Miłego dnia!"
Uśmiechnąłem się pod nosem. Lubiłem wstawiać zdjęcia rano, bo takie komentarze nastrajały mnie pozytywnie na cały dzień. A dziś czekało mnie naprawdę sporo pracy.

Blind - One Shot




One Shot inspirowany utworem Taewoona "Blind".

A/N: Żeby stłumić niektóre nieporozumienia w zarodku: opowiadanie jest pisane z perspektywy osoby chorej psychicznie. A choroba psychiczna = zaburzenia w postrzeganiu otaczającego nas świata. Dlatego to ff nie mogło być pisane "normalnie". Dziękuję za zrozumienie.


Blind

Ucieczka. Ciągła ucieczka. Przed sobą. Przed światem. Przed swoim własnym umysłem. Przed niczym.

Bycie introwertykiem nie jest proste. Podczas gdy inni mają jedną osobowość i są zawsze pewni swoich decyzji, ty musisz przedyskutować wszystko z milionami twoich własnych ja i kończy się to zwykle na tym, że robisz coś wbrew swojej woli, bo któraś z twoich osobowości cię do tego zmusza. A kiedy ty próbujesz jej odmówić, wychodzisz na głupka przed samym sobą. I z nikim nie możesz tego problemu rozwiązać. Nikt cię nie rozumie.
Introwertycy to psychopaci. Sami się za takich uważają. Ich mózg zastępuje im siedem miliardów ludzi, których mogą spotkać w swoim życiu i to w taki sposób, że ci prawdziwi ludzie są nudni i płascy, są jak tubka pasty do zębów, z której nie można wycisnąć już nic więcej. Monotonni jak pustynia.
Introwertycy nie mają dobrej opinii w dzisiejszym świecie. Są postrzegani jako egoiści, którzy nie widzą świata poza własnym nosem. I to jest prawda. Nie widzą. Ale nie dlatego, że nie chcą. Dlatego, że nie potrafią.
Ja chciałem uciec od tego. Chciałem poczuć wolność, poznać świat taki, jakim jest. Ale nie mogłem. Nie można uciec od siebie.
Dlatego stworzyłem sobie "przyjaciela". Miał mi służyć tylko do nauki przebywania z obcymi ludźmi. Był ze mną cały czas. Widział to, co ja, słyszał to, co ja, znał wszystkie moje myśli. Ale był kimś innym. Mogłem z nim telepatycznie rozmawiać kiedy tylko chciałem. Mieszkał gdzieś w mojej głowie, ale mimo to, nie był kolejnym mną.
Póki rozmawiałem z nim w myślach, było dobrze. Ale kiedy zaczęło mi się to wymykać spod kontroli, ludzie zaczęli uważać mnie za wariata. Mój młodszy brat stopniowo się ode mnie odizolowywał, co było dla mnie ciosem prosto w serce.
Jiho był jedynym człowiekiem w moim życiu, który nie był wyblakłą kartką papieru. Nie wiem, dlaczego. Ale widocznie nawet ktoś taki jak ja musi mieć chociaż jedną osobę, z którą się jako tako dogaduje. Dla mnie kimś takim był on. Z nim potrafiłem rozmawiać. Z nim chciałem rozmawiać.
Kiedy byliśmy dziećmi  bawiliśmy się razem. Mieliśmy wspólne sekrety, szyfry, tajemnice... Uważano nas za rodzeństwo idealne. Oczywiście zdarzało nam się pokłócić, ale zwykle po kilku chwilach godziliśmy się, bo nudno było bawić się samemu. Nie wyobrażałem sobie życia bez niego.
Kilka lat później Jiho poszedł do gimnazjum. Zdobył nowych przyjaciół i nie przebywaliśmy razem tak często. Zrozumiałem wtedy, czemu tak bardzo go kochałem. Bez niego byłem sam. Sam z własnymi myślami, które w tym najtrudniejszym okresie życia, uważałem tylko za jakieś chwilowe nieogarnięcie mózgu. Dopiero wtedy, gdy to nie przemijało, a ja nie byłem już w stanie żyć bez siebie, dotarło do mnie, co to tak naprawdę jest. Poznałem znaczenie słowa "introwertyk". I potrzebowałem wtedy mojego brata bardziej niż kiedykolwiek. A on coraz bardziej się nudził w moim towarzystwie.
Wtedy zdarzyła się ta cała akcja z Taeho. Tak nazwałem mojego wymyślonego przyjaciela. Połączenie imion Taewoon i Jiho.
Taeho miał być tylko po to, by nauczyć mnie rozumienia innych ludzi. Teraz uważam to za śmieszne. Jak kolejna wersja mnie miałaby mnie nauczyć rozumienia innych?
Z Taeho rozmawiałem w myślach. Pytałem go, jak mu minął dzień, a on mi odpowiadał. Chciałem się tym zainteresować, ale nie wychodziło mi. Teraz również uważam to za śmieszne. To tak jakbym po raz któryś przerabiał swój własny dzień. Jak mogłoby mnie to ciekawić?
W końcu nasze rozmowy zaczęły bardziej przypominać kłótnie. Wykłócałem się z nim, czasem zdarzało mi się nawet na głos, jak się zapomniałem. Raz na lekcji krzyknąłem "spadaj, durny dziadu!", co zaowocowało uwagą do dziennika od nauczyciela. Ludzie, którzy i tak już uważali mnie za gbura i dziwaka, na mój widok wiercili sobie dziurę w głowie. A po kilku takich przypadkach stało się coś strasznego.
Był normalny, wolny od szkoły dzień. Zawołałem Jiho do mojego pokoju. Ale on nie przychodził. Poszedłem więc do niego. Siedział ze słuchawkami przed telewizorem. Wtedy uświadomiłem sobie, jak dawno go nie widziałem. Zwykle mijał mnie w biegu.
Na mój widok wyraźnie się zestresował. Najpierw nie rozumiałem, o co mu chodzi. Do dziś pamiętam tą rozmowę.
- Hej, Jiho. Co tam u ciebie? Dawno nie rozmawialiśmy...
- Wszystko w porządku.
- Na pewno? Czemu jesteś taki spięty?
- Nie jestem spięty. Ale muszę już iść, Taewoon...
- Dokąd? Przecież dzisiaj masz wolne.
- Ja... - zaciął się wtedy na chwilę. A potem wybuchnął:
- Idź sobie, Taewoon! Odczep się ode mnie!
- Ale dlaczego?
- Jesteś psychiczny! Nie wiem, co ty mi chcesz zrobić, odczep się ode mnie! Nie mam nic dla ciebie, rozumiesz?!
Tamtej nocy płakałem najmocniej w całym życiu. Zamknąłem się wtedy w pokoju i nie wpuszczałem nikogo. Nie jadłem i prawie nie spałem. Moje serce strasznie bolało. Dosłownie.
Kolejne kilka lat minęło mi burzliwie. Każdego dnia odganiałem od siebie niewidoczne postacie, ryczałem po nocach, uzależniłem się od internetu. Był dla mnie wybawieniem. Kiedy siedziałem na telefonie, nie myślałem. I czasem trwało to dopóty dopóki nie poczułem, że jak tylko zamknę oczy, to zasnę.
Jiho miał wkrótce zadebiutować ze swoim zespołem. Wyjechał do Seulu całkowicie odcinając się ode mnie, swojego powodu do wstydu. Dla mnie jednak wciąż był najukochańszym  bratem, za którym tęskniłem jak za nikim innym...
13.08.2011
Po raz kolejny naciskałem replay do piosenki Block B "Freeze".
Block B to zespół mojego brata, a "Freeze" to ich debiutancki utwór. Słucham go bez przerwy od czterech miesięcy, za każdym razem wyjąc z bólu. Tak dawno nie widziałem Jiho. Tak dawno z nim nie rozmawiałem. Tak dawno już mnie porzucił.
- Jiwoon, nie nudzi ci się to już?
- Nie, Taewoon. Ale fryzura Jiho wygląda tu okropnie.
- Spieprzaj!
- Wypchaj się. Nie możesz mnie zniszczyć.
Zamachnąłem się. Jiwoon był moim nowym towarzyszem, który czasem doprowadzał mnie do szału.
Ale czekaj, Taewoon. Przecież Jiwoon to tak naprawdę odwzorowanie twojego mózgu. Czyli jego słowa to tak naprawdę twoje. Czy naprawdę nie podoba ci się fryzura Jiho? Podoba mi się! Przestań sobie wmawiać. Twoja podświadomość mówi, że nie. Spieprzaj, durny mózgu!
Złapałem się za głowę. Jak to zastopować?!
Może powinienem udać się do psychiatry? Niee, przecież już tyle razy to rozważałeś. Psychiatra nic nie pomoże. Przecież tego, że jesteś introwertykiem nie da się zmienić! No, fakt. Ale spróbuję. To ja tu rządzę!
Po południu umówiłem się na wizytę w najbliższym szpitalu psychiatrycznym, a następnego dnia udałem się na badania.
Trwały one krótko. Lekarz oznajmił mi, że jestem nie tylko introwertykiem, ale wykazuję także socjofobię i lżejszą odmianę schizofrenii.
Nie zaskoczyło mnie to. Od dawna czułem, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Te badania tylko to potwierdziły.
13.09.2011
Jiho wciąż nie dawał mi znaku życia. Podobno porozumiewał się z moimi rodzicami, ale do mnie nigdy nie napisał ani słowa.
Kilka dni po tych badaniach przestałem jeść. Po dwóch tygodniach byłem w stanie krytycznym, zdiagnozowano u mnie anemię. Zostałem podłączony do kilku kroplówek i leżałem po prostu na szpitalnym łóżku, nie mając sił do niczego. Jiho, Jiho, Jiho... Gdzie ty jesteś?
Miesiąc po badaniu lekarz zadzwonił do mnie, czemu nie przyszedłem na terapię. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Nie przyszedłem, bo nie wierzyłem, że to cokolwiek zmieni. Ale jak to?! Masz jutro stawić się w psychiatryku. Nie mogę, proszę pana. Jestem podłączony do szpitalnego łóżka, przepraszam, nie stawię się. Nie, nie wiem, czy później będę mógł. Nie wiem, czy będzie jakiekolwiek "później". Jak to nie wiesz?! Normalnie. A poza tym nie chcę pozbywać się Jiwoona. On się na to nie zgodzi. No, Jiwoona. Normalnego. Dobrze, pomyślę. Do widzenia.
Taewoon! Obudź się! Patrz, kto przyszedł! Kto przyszedł? Jiho! Jezus Maria, to on!!!
Nie wierzyłem własnym uszom. Natychmiast otworzyłem oczy i rzuciłem się na brata o mało co nie odłączając się od kroplówki. Był taki sam, jak go zapamiętałem. Tak samo delikatny. Mój mały, kochany braciszek.
- Jiho, co ty tu robisz?! Tyle czasu cię nie widziałem! Wreszcie do mnie wróciłeś!
- Nie wróciłem, Taewoon. Mama powiedziała mi o wszystkim. I zrozumiałem, że to ja jestem tym złym. Byłem osłem, Taewoon. Wybacz mi.
- Jiho!
Uratuj mnie. Skoro tu jesteś, uratuj mnie w końcu. Tyle czekałem. Możesz zdziałać więcej, niż cała armia lekarzy. Błagam, zabij Jiwoona. Zabij mój mózg.
- Za kilka godzin muszę wracać. Wieczorem muszę być z powrotem w dormie. Nie wiesz, ile błagałem managera, żeby mi pozwolił na chwilę się z tobą spotkać.
Nic nie musisz. Nic.
13.09.2016
Po raz kolejny ściskałem list od Jiho w ręce. Ten skrawek papieru miałem przy sobie od pięciu lat i teraz niewiele już z niego zostało. Zawczasu przepisałem go sobie na czystą kartkę, ale teraz znałem już jego treść na wyrywki, więc nie było mi to potrzebne.
Drogi Taewoonie.
Wybaczże nie zostałem z Tobą dłużejale usnąłeśa ja nie chciałem być nachalnyDziękuję za wybaczenie błędów z dzieciństwaNie martw się o mnie, wrócę do Ciebie kiedy tylko będę mógła wtedy pomogę Ci we wszystkimWyleczymy Ciępokażę Cijak piękny jest światchociaż Ty już pewnie podświadomie to wieszBądź silnypamiętajże to wszystkoco Cię dręczyto tylko złudzenie. Wmawiasz to sobieTo nie jest żaden diabełTo TyTwój umysłJeszcze raz bądź silny.
Na zawsze Twój,
Jiho
Jak dotąd byłem silny. Za każdym razem, kiedy przychodziło mi do głowy samobójstwo, myślałem o tym liście. Rozmawiałem z nim, jakbym rozmawiał z moim bratem. Tuliłem się do niego w nocy. Pomagał mi przetrwać najgorsze koszmary, które nawiedzały mnie nawet w biały dzień.
Aż w końcu, pewnego dnia usłyszałem dzwonek do drzwi wejściowych.
- Wróciłem!
Wrócił. On wrócił. Nie zapomniał o mnie.
- Taewoon!
Uściskał mnie jak nigdy wcześniej.
- Teraz już na zawsze będę z tobą. Zerwałem kontrakt z wytwórnią.
Co ty mówisz? A reszta Block B?
- Poradzą sobie beze mnie. Rozumieją...
13.09.2017
- Otwórz oczy, Taewoon.
- Co to takiego?
- Mój tort urodzinowy.
- No, tak. Jutro będziesz miał już dwadzieścia pięć lat.
- Daj mu spokój. On nie istnieje. Nie machaj tak tą ręką, bo cię rozboli. Popatrz lepiej, jaki ładny tort. Jak myślisz, jak smakuje?
- Dobrze. Smacznie.
- Z pewnością.
Nie zamykałem oczu. Nie chciałem więcej przegapić. Miałem już prawie trzydzieści lat. Najwyższy czas, żeby się obudzić. Teraz często czułem się tak, jakbym urodził się będąc już dwudziestosiedmiolatkiem.
- Jutro masz ostatnią terapię, Taewoon. Wróć przed wieczorem. Pojutrze będzie już trochę inaczej dla nas obu. Ja będę rok starszy, a ty będziesz mógł się określać jako osoba, która zakończyła leczenie, a nie osoba w jego trakcie. Jak się z tym czujesz?
Jak się z tym czuję? Normalnie. Wreszcie mogę powiedzieć, że czuję się normalnie. To dzięki tobie, braciszku. Tylko dzięki tobie. Otworzyłeś mi oczy. Odwróciłeś uwagę. Zniszczyłeś wszystkie złudzenia. Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj. Albo byłbym wypraną z emocji roślinką.
Czasem to przed czym uciekamy przesłania nam pole widzenia. Stajemy się ślepi na to, do czego dążymy. Dziękuję, za wyprowadzenie mnie ze ślepoty, Woo Jiho.